Człowiek jako jeden z wyzwalaczy

Człowiek jako jeden z wyzwalaczy

rzeka, jesień, odpoczynek

Nie myśląc o nikim konkretnym, wyszedłem w błękitne niebo północnej Warszawy. Uniosłem głowę ku chmurom. Obłoki wpłynęły mi do wolnej od myśli głowy. Uśmiech zawitał. Włosy zaszumiały wiatrem. Nabrałem głęboko powietrza, delektując się każdym atomem tlenu. Nadwiślański deptak rytmicznie zastukał podeszwami. Nie było ludzi, nie było przeszłości ani przyszłości…

Pamiętam ten film, gdy delfin cieszył się z powodu kontaktu z człowiekiem. I tę historię o psie, który zdechł na grobie swojego pana. Oraz pewne drabble o zwierzętach, którego nigdy nie zapomnę. Ale też drugie o potworze, co wyszedł z jaskini…

Spuściłem głowę. Wypuściłem powietrze. Uśmiech pozostał.

A jednak miłość istnieje.