Wszędzie

Wszędzie

Rano, Piękny, Natura, Spokój, Las, Mrożone, Mróz

Na razie żyjesz mimo mnie,

a ja mimo ciebie,

świeży powiew sztormu

od strony życia.

*

Na razie się rozmywasz

gdzieś między spojrzeniami,

co nie spojrzę, znikasz i pojawiasz się

w polu, gdzie zerkam tylko kątem oka.

*

Na razie czuje krople deszczu,

co zalewają oczy i usta,

co łaskoczą,

spływając pod koszulę.

*

Na razie zamykam oczy

i cię nie przywołuję,

ani ty mnie nie wzywasz

z głową w poduszce.

*

Lecz kiedy osiądziesz w Pasie Oriona,

kiedy zmienisz stan skupienia

na kroplę rosy,

kiedy spojrzysz wzrokiem mojego kota,

i kiedy zmienisz mi dotyk

na pozbawiony piątej klepki,

gdy osiądziesz między nutami,

będę wiedział, że to ten czas.

*

I że to już.

powiedz kim jestem

powiedz kim jestem

Graffiti, Wall, Twarz, Krzyk, Emocje, Sztuka

tam gdzie ignorancja struga duszę

tam długi nos wyrasta z drewna

niejeden się przejechał gębą po świecie

ale numer jeden tyłkiem po zadrach

*

słowa ważniejsze niż dusze

dawno sprzedane w Bogu winnych zakrystiach

moneta wyciągana z majtek

kłuje w oczy czyjąś niegodziwością

*

pogania nas szara postać

rzucana przez słońce

wydychamy smołę

w zupełnej czerni szarość rozświetla nam drogę

Biednemu to szybkie nogi

Biednemu to szybkie nogi

Pajęczyna, Pająk Sieci Web, Rosa, Dewdrop, Morgentau

tak bardzo się boję

twoja wina to stado

z gęstwiny i mchu z pajęczyną

*

obroża na szyi

mi się wrzyna z każdym

pełzaniem twojego ducha

*

ślepnę choć to nie ja

to choroba mojego pełzania

*

już nie szukam nawet tunelu

pajęczyny tam zbyt duże

*

oglądam chusteczkę machaną

a pamiętam z odległości dzieciństwa

że wchodzę

w światło

i smacznie zasypiam

Myśli natrętne

Myśli natrętne

(Tylko dla osób pełnoletnich.)

Polityk, Człowiek, Mówienie, Głośnik, Talker, Mówcą

Moje słowa z siłą fali

napieprzają, świat się wali.

Ja nie muszę wznosić miecza

ani skrzydeł mieć na plecach.

*

Jak coś powiem, strach się nie bać,

z przyjemniaczka zrobię zgreda.

Przy tym będę śmieszny koleś,

wszyscy parskną, ja pierdolę!

*

I każdego popuentuję,

porównując głowę z chujem.

Takie myśli mam natrętne,

że jam jest inteligentem.

*

Teraz idę do kibelka,

fiołkiem pachnie kupa wielka.

Wszystko, co jest mym wytworem,

ma zabłysnąć szanse spore.

*

Kogo wierszyk ten poruszy,

niech se w cymbał strzeli z kuszy.

Jak?

Jak?

jak się masz

pra-nowy człowieku

każdy twój ruch wywodzi się z arcnetu

przymrużam oczy

ponieważ tylko w słońcu cię znajduję

*

jak się masz

osobniku w kolorach tej bajki

gdyż nieme kino jest zbyt szare i niemega

*

jak się masz

wykonując swoje obowiązki tak

że krzywisz się na smutek przełożonego

lecz nie na pamięć własnych czynów

*

jak się masz

w świecie gdzie dalej do przodu to cel i meritum drogi

a każdy odważnik kupiony być musi – musi – z uśmiechem

bo inaczej nie jesteś chwat

*

jak się masz

wieszając na lodówce i lustrze carpe diem

i wykrzykując

przeciwcielcowy bunt

*

bez cienia wątpliwości

Miasteczkowa nimfa

Miasteczkowa nimfa

Zgrane, Dżinsy, Zgrywanie Dżinsy, Spodnie, Denim

Miasteczkowa nimfa, co Zenka śpiewała

w sukni powłóczystej i w pytę zarazem

gazu błotnego odlotu zaznała

i marsz do outletu poleciała gazem.

Biegała zziajana, bez tchu całkowicie,

szukała odzieży, co będzie zbliżona

do tego, jakie ma każdego dnia życie,

czyli zwykły drelich, nie żadna korona.

Nagle zobaczyła stoisko jak z marzeń,

gdzie ciuchy dziurawe i brudne na kupie,

podchodzi do lady i okrzykiem każe,

aby dać jej spodnie podarte na dupie.

Kiedy je przywdziała, to całych półdupków

więcej widać było aniżeli spodniów,

odtąd zamiast nimfy, dla mieszkańców smutku

biega z gołą dupą i straszy przechodniów.

bosów cienie

bosów cienie

Zając, Kapelusz, Butli, Czarować
Cienie bossów byt nierzadki,
cienie Hugo w smudze światła
wyciągają słonia z czapki,
która z góry im przypadła.
*
Prawią o dwunożnych gadach,
przekonują głowy tanie,
iż tradycja ich rozkłada
lub – co gorsza – zmartwychwstanie.
*
I pomagać z piersią idą,
dobro wróci po złych latach.
Brzydzą się przebrzydłych brzydów
z sercem, co ucieka, wraca.
*
A annały trzeszczą wagą,
bo gryzmoły coraz nowe
oczarują kontempladą,
lecz o innych nie o sobie.
Miodem i chlebem

Miodem i chlebem

Miód, Chleb, Łyżka, Bio, Natura, Zdrowe, Witaminy

Jesteś taka młoda, taka oczywista,

jedyne, co mógłbym, to paść na kolana,

bo boję się dotknąć, abyś mi nie prysła

jak senne widziadło, jak bańka mydlana.

Jesteś taka świeża, całkiem niesplamiona,

tym, co nazywamy chęcią zaistnienia,

a jednak rozsiewasz zapach swego łona,

wabisz, kusisz, nęcisz aż do zatracenia.

Pachniesz trochę miodem, trochę świeżym chlebem,

aż mnie skręca przełyk, by Cię skonsumować.

A potem się cieszyć twoim ciałem-niebem,

żeby znowu nie spać i znowu figlować.

Nieobecność

Nieobecność

Znów napisałem wiersz… ech…

Łabędź Niemy, Samiec, Rozprysk Wody, Ptaki

z łóżka dalej

współgrać z zębatkami

nie zadając pytań słyszeć nie ma

takiego numeru

nie spodziewałem się

bo przechodząc obok twego wizerunku

wyczułem

nieobecność

nade mną

sprawujesz już dziś

*

to nie różowy ani zielony

ale błękit wśród zapachów

moja wewnętrzna

woń twojej absencji

*

a w błękicie wszystko

co (u)lotne

zaledwie dwa oddechy

przy kolejnych boję się

własnej obecności

Ja i tyja

Ja i tyja

Oko, Łzy, Smutny, Płacz

Kiedy słońce nie było już takie mocne,

a setki liści zatapiały mnie w głąb,

pewien podmuch wiatru zagwizdał mi w uszach,

przyprawiając o dwoisty dreszcz.

To czas zapomnienia i początek plonów życia.

Własny głos gdzieś obok

i echo niosące się przez świadomość.

Jeszcze nic nie słyszałem.

Pomyślałem, że chcę cię obok.

*

Zimny, zmarznięty, biały towarzysz

i rtęć spierająca się z moją samotnością

otulały w łachmany oraz

dawały odrętwienie, brak percepcji.

To czas snu i rozwój plonów życia.

Jakiś głos mnie wyzywał i gardził

tym, co zwyczajne, co najprostsze.

Aż go słuchałem…

Poczułem, że masz być obok.

*

Dziwne krople z dachu po szklistych grotach

rozszczepiały światło setką iluzji

dających wrażenie życia tam, gdzie go nie ma

oraz barw pomrocznych.

To czas pobudki i zakwit plonów życia.

Obcych, lecz ciepłych, a nawet przyjaznych.

Ktoś krzyczał – ja mu wtórowałem,

ja go wołałem i odpowiadałem…

Wiedziałem, że jesteś obok!

oczyszczasz

oczyszczasz

Znak Zapytania, pomoc

popchnij mnie, a ustawisz

opluj, a umyjesz

zbluzgaj, a zrozumiem prawdę

zajdź od tyłu, a wyjmiesz mi z pleców nóż

ukradnij skarb, a przestane się o niego martwić

kopnij, a nadasz energii

podnieś na mnie miecz, a nauczę się bronić

znienawidź, a będę musiał się bardziej starać

*

zniszcz, a wskrzesisz

*

bądź, a będę!

Zmieniony

Zmieniony

Mięta, Zielony, Roślina

Pamiętam, jak natrętny minttu zalewał rytm.

Kiedy oddech czerniał od smoły,

a życie odbierało śmierć.

*

Ale też pamiętam, że to tylko migotanie,

pyłek mchu widłaka kojący jasność.

Może kreska na drugim krańcu niż szarfa.

*

Teraz zapadam się w oddech,

panuję nad językiem, by nie wychodził przed zęby.

*

Bezwstydnie popijam minttu.

*

I odśmiecham zmieniony.

Wzdłuż życia – dribble/wiersz

Wzdłuż życia – dribble/wiersz

rzeka, życia, młodość, szczęście

Wyszedłem z domku na ludzkiej nóżce.

Rozpostarłem ramiona wzdłuż życia, czując całym sobą poroztopową młodość. Przeszłość przyciemniała, przyszłość stała się fikcją, a oczy światem.

Szłaś po drugiej stronie, prowadząc brak wątpliwości. Braki podążały orlego.

I opadły mi powieki. Lecz bez wstydu, bez winy, bez ciała.

Czy tylko ja to widziałem?

Notatka na marginesie

Wilk

Wilk, księżyc, wycie, zawodzenie, ból, człowieczeństwo

I.

Wilk wyszedł z lasu, bo wezwał go głód,

by zapolować i jeść.

Dostrzegł ofiarę, więc zbliżył się i…

poczuł dzikości swej zew.

Lecz los dał mu sarnę i… kły.

Dalej wiesz, spełnił się wilczy byt.

Odchodząc z miejsca posiłku, był syt.

Marzył ułożyć się spać.

Ale natrafił na sarenki trzy,

matki szukały, by żyć.

Wilk stał, bo zrozumiał to, że

teraz on jest ich ojcem po kres.

Chorus.

Jak żyć, jak to znieść,

by powstrzymać zew?

Jak dbać, karmić jak

ojcem jadła być?

Bezpieczeństwo dać,

by wychować je.

Nawet kiedy głód

po wnętrznościach rwie.

Refren.

Począł uciekać, a niosła go krew,

wbiegł na najwyższy tam szczyt,

nocą, gdy księżyc oświetlał mu łeb,

na całe gardło jął wyć.

II

Od tego czasu, gdy ruszał, by jeść,

zatracał siebie, był zły.

Potem powracał o sarenki dbać,

czuł, że zabija wśród swych.

Więc ból wzrastał w wilku co dnia.

Dziki zew przeistoczył się w strach.

Znane mu wilki widziały ten stan,

współczuły ze wszystkich sił.

Idąc polować, walczyły co tchu –

ale ze sobą, by żyć.

Więc ból wzrastał w wilkach co dnia,

dziki zew przeistaczał się w strach.

Refren.

I kiedy księżyc oświetla ich świat,

wyją do niego co sił.

Czy ten wariatem, co krzyczy do gwiazd,

czy drugi, co nie czuje nic?