Nad rzeką — erotyk

Nad rzeką — erotyk

Tekst przeznaczony jest tylko dla osób pełnoletnich

Zakradłem się do Pauliny, kiedy już zmierzchało. Po całym upalnym dniu czułem nieco orzeźwienia, bo temperatura wreszcie znacznie spadła. Podszedłem na czworaka pod jej okno, cały czas przytulony do drewnianej ściany chałupy, i cichutko zapukałem. Pachniało maciejką i świeżo suszonym sianem. Przysłuchiwałem się, czy nikt mnie nie zauważy, toteż skupiony byłem na najcichszych dźwiękach, spośród których wybijały się dwa: pobliskich świerszczy i nieco bardziej odległych żab w stawie u Malickiego. Przypomniałem sobie czas, gdy obserwowałem Paulinę i nie miałem odwagi, aby się do niej odezwać. A dziś? Po prostu chciałem ją wyciągnąć na nocną randkę.

Po kilku chwilach coś zachrobotało mi nad głową. Skuliłem się jeszcze bardziej, niepewny sytuacji. Tuż nade mną pojawiła się twarz Pauliny.

– Co jest? Nie powinieneś… – zaczęła, ale natychmiast przerwałem:

– Chodź, idziemy nad rzekę. Tylko przez okno, aby cię nikt nie zauważył.

– Zwariowałeś! – podniosła głos, ale zasłoniłem jej usta dłonią.

– Zakładaj buty i nic nie mów, nie pożałujesz.

Posłuchała, bo na chwilę znikła w pokoju i pojawiła się znowu, próbując bezszelestnie do mnie dołączyć. Miała na sobie błękitną sukienkę sięgającą kolan. Najpierw wysunęła jedną nogę i nagle zorientowała się, że jestem pod nią.

– Odsuń się i nie patrz! – rozkazała ze śmiechem.

Wiedziałem, że jeśli powiedziała to ze śmiechem, to tylko dla przyzwoitości. Jednak nie dałem po sobie poznać, że przez krótki moment dostrzegłem jej białe majtki w czerwone grochy, opięte na tym, co interesowało mnie najbardziej – na bułeczce przekrojonej wzdłuż. Zrobiło mi się gorąco. Jednak spełniłem jej wolę i odsunąłem się w bok, a wzrok wbiłem pobliski kwiat bratka, który właśnie zapylany był przez pracowitego trzmiela. Pomyślałem o słodyczy nektaru.

Nad rzeczkę doszliśmy prawie całkowicie po zmroku. Oprócz zapachów kwiatów i siana w powietrzu unosiła się również woń wodnej roślinności i samej wody, która źródło miała kilkadziesiąt metrów dalej – pachniała matką ziemią, ale i czymś nieziemsko świeżym; zapraszała do picia i kąpieli.

– I co będziemy robili? – spytała szeptem, zupełnie jakbyśmy nadal skradali się pod jej chatą.

– Nie wiem jak ty, ale ja zamierzam się naj… wykąpać. – Chciałem powiedzieć najpierw, ale ugryzłem się w język, żeby trzymać ją w niepewności.

– To wskakuj. – Znów się zaśmiała.

Rozejrzałem się, czy nikt nie nadchodzi, ale otaczały nas jedynie liczne olchy i osiki. Ściągnąłem koszulkę, odruchowo wciągnąłem brzuch. Paulina próbowała odwrócić wzrok, ale co chwilę ciekawość szarpała jej głową w moją stronę. W końcu sięgnąłem po pasek spodni i szybkim ruchem rozpiąłem. Miałem wrażenie, że wraz z jej wstrzymanym oddechem zamilkły i żaby i świerszcze. Spuściła głowę. Zsunąłem spodnie razem z majtkami. Paulina gwałtownie nabrała powietrza i zrobiła kilka głębokich oddechów.

Wszedłem do lodowatej wody, która nieco okiełznała moją już nabrzmiałą męskość. W końcu zimna woda działa jak najlepszy środek antykoncepcyjny. Zacząłem zmywać z siebie całodniowy pot. Poczułem kosmiczne orzeźwienie i jeszcze bardziej nieziemskie dreszcze. W końcu jeśli wszystko pójdzie dobrze, niedługo odlecę na Księżyc.

Nawet nie zauważyłem, kiedy Paulina się rozebrała i również weszła. Zorientowałem się dopiero, gdy potarła dłonią o mój pośladek. Gwałtownie zaszumiało mi w głowie i poczułem znów pęczniejącą męskość. Ale nie chciałem już teraz dać znać po sobie, co czuję, toteż z premedytacją upadłem, mocząc nawet całą głowę. Dźwięki natury zastąpił jednostajny pomruk przepływającej wody.

Gdy się wynurzyłem, Paulina stała nade mną zupełnie naga. Miała rozstawione szeroko nogi, spomiędzy których przebijała się czerń zarostu i ledwo dostrzegalny w półmroku róż jej kobiecości. Niemal oszalałem. Chwyciłem ją za nogę i przewróciłem. Cicho zapiszczała, a po chwili zatrzepotała rękami o powierzchnię. Rzuciłem się w jej stronę i przywarłem, nie zważając na twardniejącą męskość. Paulina, leżąc na plecach, uniosła głowę ponad wodę i wlepiła we mnie jednoznaczny wzrok. Nie zawahałem się. Błyskawicznie wstałem, chwyciłem ją na ręce i bez zastanowienia wyniosłem na brzeg, gdzie leżały nasze ubrania. Ułożyłem ją obok, na trawie. Oddychała głęboko. Poczułem, że szybujemy na orbicie.

Położyłem się na nią i zacząłem całować. Znów pachniało maciejką, świeżym sianem i źródlaną wodą. Odrobinę się broniła, ale co chwilę przyciągała moje ramiona. Jedną ręką masowałem jej pierś, a drugą sięgnąłem do bioder, a zaraz do pośladków, które co chwilę unosiła ponad ziemię, napinając wszystkie mięśnie. W końcu sięgnęła ręka do mojej głowy i wplotła palce we włosy. Do dotychczasowych zapachów dołączyła woń kobiety – coś słodkawego z cierpką nutą. Zakręciło mi się w głowie. Poczułem gigantyczne napięcie, z którym nie mogło się równać nic. Obniżyłem głowę i pieściłem jej piersi z nabrzmiałymi sutkami. Były dokładnie takie, jak uwielbiam – nie za duże, jędrne i sprężyste. Do moich uszu dotarło pomrukiwanie rozkoszy.

Sięgnąłem do jej łona. Wyczułem wilgotne włoski i kuszącą przerwę. Nie wytrzymałem i zjechałem twarzą między jej nogi. Gdy tylko dotknąłem tam ustami, zacisnęła uda na mojej głowie z taką siłą, że po raz kolejny mi zaszumiało, a dźwięki zastąpione zostały przez tętniący puls. Przez myśl mi przebiegło, czyj to puls. Lewą ręką sięgnąłem piersi, a prawą masowałem pośladki i biodra, które rytmicznie unosiła. Poczułem, że twarz zalewa mi jej kobiecy płyn, który coraz bardziej pachniał czymś niezwykle ostrym. W końcu zrównałem się z nią głowami i po raz kolejny spojrzałem jej w oczy, w którym znalazłem niemą zgodę.

Wsunąłem się w nią zupełnie po ciemku. Dalej niewiele pamiętam oprócz dźwięków żab, świerszczy i jej wzdychania. Była ekstaza, uścisk Pauliny i mój pęd naprzód. Wszystko zlało się w iście niebiańską aurę, która jest dostępna jedynie na Księżycu.

Skończyliśmy razem, tego jestem pewien. Zsunąłem się obok niej, próbując wyrównać oddech. Paulina cały czas dyszała, jakby przebiegła maraton. Pachniało maciejką, świeżym sianem, kobiecym podnieceniem i źródlaną wodą. A żaby i świerszcze rozszalały się, jakby chciały uczcić to, co się właśnie wydarzyło. Gładziłem Paulinę po piersiach i brzuchu, raz czując wciąż nabrzmiałe sutki, raz wilgotne włoski.

To był piękny dzień.

2 myśli w temacie “Nad rzeką — erotyk

    1. Dzięki, Gabrielu.
      Ja też nie przepadam za erotykami, ale wszystkiego trzeba się uczyć, aby w razie czego umieć coś takiego wrzucić w tekst. To w zasadzie mój pierwszy erotyk, miałem scenę erotyczną, ale w ramach książki.

      Pozdrawiam

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s