Obudź się!!! :-P

Obudź się!!! :-P

Pokój, Puste, Wnętrze, Podłoża, Wood Floor, Brązowy

Zawsze wiedziałam, że za dużo piję. Już wielokrotnie mi powtarzano, abym nie przesadzała, ale czym byłoby życie bez tej odrobiny szaleństwa. Lecz tym razem chyba przesadziłam. Pamiętam wieczór w klubie, pamiętam chłopaka, którego spotkałam, nawet coś mi świta, że wyszliśmy razem. Natomiast co było później, stanowi jedną wielką zagadkę.
Leże od kilkunastu minut z przykrytą kołdrą głową i aż się boję spojrzeć, gdzie jestem. Bo na pewno nie jestem u siebie i chyba pierwszy raz w życiu nie pamiętam ani jak tu dotarłam, ani z kim. A co, jeśli obok leży jakiś okropny drech albo co gorsze laluś z włosami na żel? Wyciągam rękę, przesuwając dłonią po delikatnym prześcieradle. Nie wyczuwam też przykrych woni, więc może nie jest tak źle. Sięgam, aby sprawdzić, czy jestem w majtkach i staniku – całe szczęście tak. Próbuję skupić się na swoim kroczu, poczuć, czy wczoraj uprawiałam seks, ale jedyne, co czuję, to ucisk pęcherza moczowego. I ten ucisk to jedyna rzecz, która skłania mnie, aby w ogóle wyjrzeć spod kołdry. Powoli wymacuję koniec kołdry, jeszcze wolniej pociągam w dół, a oczy mi zalewa jaskrawe światło, które budzi dotychczas niezauważalny ból głowy. Pierwsze, co dostrzegam, to jakaś plecionka z kolorowych włókien zawieszona tuż nad łóżkiem. Wygląda jak coś indiańskiego i od razu przypomina mi się obraz z dzieciństwa, gdy oglądałam samotnie western, w którym skalpowano białych. Odruchowo sięgam do głowy i jednak wymacuję swoje włosy. Są spięte w kok.
Oczy dostosowują się do jasności i zauważam wielki obraz przedstawiający stare, zniszczone buty, podobne do tych, które miałam w dzieciństwie, a które tu na obrazie wypuściły zielone pędy do słońca powyżej. Obok na obrazie walają się setki fragmentów butów: liczne zelówki, połamane obcasy, zdarte podeszwy i popękane skórzane wierzchy. Przypomina mi się moment, gdy tata zawiózł mnie do szpitala po tym, jak chlałam przez tydzień, bo zostawił mnie chłopak. Tego nigdy nie zapomnę: ja, lekko zatruta alkoholem, a wokół sami alkoholicy – degeneraci, dla których butelka taniego wina jest cenniejsza niż bochen świeżego chleba. Zadaję sobie pytanie, gdzie jestem? Czy to mieszkanie mężczyzny, z którym prawdopodobnie wyszłam z imprezy? Rozglądam się po pokoju, szukając czegoś, co mogłoby świadczyć o tym, że to pokój faceta. Ale na próżno. Oprócz plecionki i obrazu nie dostrzegam niczego więcej – jedynie przeraźliwie białe ściany, drewnianą podłogę i równie białe, zamknięte drzwi. Nawet nie ma moich ubrań ani butów.
Wstaję z drewnianego łóżka z coraz większym łupaniem pod czaszką. Ilekroć doprowadzę się do tego stanu, powtarzam sobie, że ten ból to kara od Boga za nadużywanie. Starzec dobrze wiedział, co robi, dając takie skutki. Ci, co chcą się uczyć na własnych błędach, nauczą się, że z każdym nadużyciem wiążę się cierpienie, więc będą unikać alkoholu, a przynajmniej starać się unikać. A ja co? Nawet nie próbowałam. Stawiam pierwszy krok po dębowych deskach, które trzeszczą przy najdrobniejszym nacisku. Podchodzę do drzwi. Zamknięte na klucz. Zerkam w stronę łóżka, obok którego dopiero teraz dostrzegam nocnik i rolkę papieru toaletowego. Robi mi się niedobrze. Żebym to ja, dwudziestoośmioletnia kobieta musiała korzystać z nocnika, zostawiając na widoku siuśki czy kupę? Szarpię za klamkę z całej siły. Na próżno. Odzywa się tylko pogłos po drugiej stronie. Rozpłakuję się. Zakrywam dłońmi twarz i osuwam się tyłkiem na podłogę. Wiem, że długo nie wytrzymam nacisku na pęcherz. Mam ochotę zapaść się pod ziemię. Przypominam sobie moment, gdy wracałam ze szkoły, zgubiłam klucz i czekając na rodziców, zsikałam się. Miałam wtedy osiem lat, a mimo to nie daje mi to spokoju do dziś. Wpadam w coraz większy szloch. Opadam na bok przytulona plecami do drzwi.
Nagle słyszę za mną kroki. Odruchowo odskakuję od drzwi. Dźwięki cichną. Po chwili spod drzwi wysuwa się kartka złożona na cztery. Jak ja, kurwa, nie cierpię wiadomości przekazywanych na kartkach. Ale to chyba po tym, jak tamten chłopak właśnie tak mi obwieścił, że ze mną zrywa. Przez chwilę nie wiem, co robić, ale ciekawość zwycięża i sięgam po kartkę.

Proszę skorzystać z nocnika,

głosi napis, a obok namazany jest obrazek z dziewczynką stojącą przed domem w słoneczny dzień. Nawet nie zauważyłam, że przestałam płakać i doznałam przypływu werwy życiowej. Jeszcze raz wstaję i sięgam do klamki. Nadal zamknięte. Jednocześnie przestępuję już z nogi na nogę, próbując opanować chęć wysikania się.
W końcu coś we mnie wstępuję i siadam na nocnik. Po chwili uszy drażni świdrujący odgłos uderzającego o plastik moczu. Ponownie się rozpłakuję. A mimo to wiem, że muszę wstać jak najszybciej, aby ktoś mnie tak nie nakrył. Podcieram się, wsuwam majtki. Wpadam na pomysł, że mogłam schować ubranie pod materac. Zrywam go, ale widzę jedynie sprężyny, które kojarzą mi się z wakacjami u babci, która spała na podobnym łóżku. Całkiem miłe wspomnienie miesza się z aktualnym podenerwowaniem, sprawiając, że teraz i tamto wydaje się okropne. Zerkam pod łóżko, ale tam też pusto.
Jak lśnienie spływa na mnie wspomnienie, gdy kolega, były rabuś, z którym często piłam, uczył mnie otwierania drzwi za pomocą wytrycha. Skąd mogę wziąć coś podobnego. Rozglądam się i jedyne, co mi przychodzi do głowy, to sprężyny, ale jednak są zdecydowanie zbyt grube i twarde, aby z nich móc zrobić wytrych. Nagle mnie olśniewa: kok na głowie! Sięgam do włosów i wymacuję dwie spinki. Wyciągam jedną. Jest idealna! Podbiegam do drzwi, w palcach kształtując spinkę na wytrych. Nasłuchuję, ale nikogo nie słychać. Wsuwam spinkę do zamka, a ta ułamuje się, zostawiając wewnątrz kawałek drutu. Wiem, że jeśli go nie wyjmę, nie otworzę drzwi. Sięgam więc po drugą spinkę i powoli wydłubuję drut. Ponownie, tym razem delikatniej, kształtuję spinkę, wsadzam w zamek i przekręcam. Drzwi otwierają się. Wybiegam, ile sił w nogach. Nie zważam, że mam na sobie tylko majtki i stanik. To nic, aby tylko uciec od tego koszmarnego miejsca. Nawet nie zauważam, że wybiegam w gęsty deszcz, nogi zaczynają się ślizgać na wodzie i lecę plecami na ziemię. Czuję silne uderzenie w tył głowy…

Zerwałam się z łóżka zlana potem. Obok leżał obcy mężczyzna, czułam, że poprzedniego dnia uprawiałam seks, głowa mi pękała od kaca. Byłam u siebie w pokoju. Czy to dobrze?…

2 myśli w temacie “Obudź się!!! :-P

  1. Nałóg to paskudna rzecz, a wychodzenie z niego to droga przez mękę. Bohatera jest dopiero na początku drogi, bo wciąż jeszcze nie przyjmuje do wiadomości, że jest uzależniona – piła przez tydzień, ale to u innych ludzi w szpitalu dostrzega problem, nie u siebie. Jej sen jest krzykiem podświadomości: „Obudź się, potrzebujesz pomocy!”, póki co bez odzewu. Każdy uzależniony musi dojrzeć do tego, by zmierzyć się ze swym problemem, a pierwszym krokiem ku temu, jest przyznanie, że nałóg w ogóle istnieje.
    Bardzo ciekawe opowiadanie, Antoni.
    Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s