Ciąża

Ciąża

Zarodka, Ludzi, Niemowlę, Ciąża, Sylwetka

– Sam nie wiem, czemu tu przychodzę. Obiecałem, że nie będę tego robił, a jednak jakoś tak muszę. Była Pani mi bliska przez ostatnie kilka lat… Jak sobie przypomnę, jakie były początki naszej znajomości… Chyba Pani zdawała sobie sprawę, że nie przepadałem za Panią. To wysiadywanie na ławeczce było irytujące. Śmiałem się, że mamy sąsiedzki monitoring. A potem poprosiła mnie Pani o pomoc. Nawet nie próbowałem odmówić. Ale tak naprawdę dopiero ze cztery lata temu Panią polubiłem. Jak opowiedziała Pani swoją historię: o domu dziecka, o głodzie w czasie wojny, o tym, jak Panią przesłuchiwała SB…

– Dobra, idę już sobie, niech Pani tam odpoczywa, bo miała Pani ciężkie życie. I proszę czasem o mnie ciepło pomyśleć. – Mariusz poprawił wcześniej postawione znicze, jeszcze rozejrzał się, czy czegoś nie zapomniał, przeżegnał się i ruszył w stronę wyjścia z cmentarza.

Pół godziny później wyszedł z psem na spacer. Był dopiero początek października, a mimo to spadła odrobina śniegu. Właśnie omijał kolejną z poroztopowych kałuż, gdy zadzwonił telefon.

– Halo?

– O której będziesz w domu? – Usłyszał mocno podniesiony, a zarazem mówiony jakby z uśmiechem, głos swojej kobiety.

– Za kilkanaście minut, a co się dzieje? – Stanął w miejscu, czując, jak Puszek wyrywa się na smyczy do przodu.

– Chcę z tobą porozmawiać. To ważne.

– Mów teraz.

– To nie na telefon. Bądź jak najszybciej. Ko… cham cię. – Rozłączyła się.

Mariusz zastanowił się, o co może chodzić, bo już nie pamiętał, kiedy Ewa powiedziała, że go kocha. Ich stosunki były dobre, ale raczej dominowało w nich poczucie humoru, sprawy codzienne, czasem sprzeczki czy drobne kłótnie, a nie uczucia. Tak czy inaczej, rozejrzał się po parku i zawrócił do domu. Puszek również wydawał się niezadowolony z tak szybkiego końca spaceru, bo wyrywał na boki, przystawał co chwilę i zaszczekał jakoś dziwnie. Gdy Mariusz wszedł do domu, podbiegł jego kot i po swojemu przywitał się zarówno z nim, jak i z psem. Mało kiedy tego nie robił, co jak na kota, słynącego przecież z lenistwa i wylegiwania się, było prawdziwie dziwne. Mariusz zdjął buty, odpiął smycz i wszedł do pokoju, gdzie w zupełnej ciszy siedziała Ewa.

– Co jest? – spytał.

– Siadaj – stwierdziła, szeroko się uśmiechając, jednak on wyczuł w tym sztuczność. Zajął fotel, a na kolana od razu wskoczył mu kot Stefan.

– Coś złego? – spytał.

– A czemu ma być złe? Przecież nie wszystko, co pilne, musi być niedobre. A może to miła niespodzianka?… – Zaśmiała się na głos.

Nie pasowało mu to zachowanie. Owszem, Ewa zawsze była zabawna, ale ten śmiech go niemal przeraził.

– No to mów. Zamieniam się w słuch. – Patrzył jej prosto w oczy.

– A gdzie byłeś z samego rana? Znowu tam?

– Tak. Czuję, że chcę tam chadzać.

– Już ci mówiłam, dlaczego to robisz. Ale rób, co chcesz. Twoja sprawa.

– Przestań pieprzyć! Opiekowałem się nią przez ostatnie cztery lata, więc jak ma nie być mi bliska? – podniósł głos. – Już ci nieraz mówiłem, żebyś nie poruszała tego tematu!

– Zostawiła ci mieszkanie i kupę kasy, więc dlatego się nią opiekowałeś. – Znów się zaśmiała.

– Nie pierdol! Gadaj, o co ci chodzi albo nie zawracaj mi dupy!

– Dobrze ci teraz, co? Możesz nie pracować przez kilka lat… Rzuciłeś pracę i masz spokój. Hulaj dusza, co nie? – Zaśmiała się przeraźliwie.

– Praca to moja sprawa! Stać mnie na dłuższy odpoczynek. – Odwrócił głowę w wyrazie dezaprobaty. – No gadaj, o co chodzi!

– Jestem w ciąży – odparła o ton ciszej.

– Słucham?! – zmarszczył twarz w wyrazie niedowierzania.

– Dobrze słyszysz.

Nagle coś w Mariusza wstąpiło. Przez chwilę siedział nieruchomo, twarz zaczęła mu purpurowieć, zacisnął pięści i z zaciśniętym gardłem powiedział:

– Przecież, kurwa, pytałem, czy bierzesz pigułki? Co jest, do kurwy nędzy?! – Wstał i niemal krzyczał. – A jak chciałem założyć gumkę, to mówiłaś, że nie, że nie trzeba, że bez tego lepiej czujesz!

– Nic na to nie poradzę. Jestem w ciąży i już – również podniosła głos, ale znacznie mniej.

– Nie chcę, kurwa, o tym wiedzieć! – wrzeszczał na cały głos. – Rób se, co chcesz! Nie wiem… Pojedź za granicę się wyskrobać! Mnie jest wszystko jedno! Nie chcę słyszeć o tym dziecku! Rozumiesz?

– Chcę ci przypomnieć, że to również twoje dziecko – mówiła głośno, ale niepewnie. – Skończy ci się ten twój luz. – Ponownie się zaśmiała. – Co, myślałeś, że teraz będziesz mógł nic nie robić, nie być za nic odpowiedzialny?

– Wynoś się, i to już! – ryknął, podszedł do niej, chwycił za ubranie i pociągnął w stronę wyjścia.

– Lecz się, człowieku! – mówiła drżącym głosem. – Moja mamusia ci da! Wiem, że się jej boisz! A ona jak się wkurzy, to nie daj Boże! Cienko będziesz przed nią śpiewał!

– Specjalnie próbujesz mnie złapać na ciążę. Pieniądze ci zawróciły w głowie! Pieniądze i to mieszkanie! Wypierdalaj! – Wypchnął ją za próg, rzucił na podłogę kurtkę i buty, i zatrzasnął drzwi.

Poszedł do lodówki, wziął flaszkę, popitkę i zasiadł w pokoju przed telewizorem. Wielokrotnie pytał Ewę o te cholerne pigułki oraz czy nie użyć prezerwatywy, bo bał się odpowiedzialności. A może nawet nie tyle się bał, co chciał jeszcze nadal być jak najbardziej niezależny, a dziecko to wielkie uwiązanie. I Ewa wielokrotnie zapewniała go, że dziecka nie będzie, aż tu nagle bach! Już nawet nie tyle świadomość ciąży go rozwścieczyła, co podejście Ewy. Bo gdyby to powiedziała inaczej, może jakoś by przetrawił. A ona zaczęła przecież od pretensji o wizyty na cmentarzu. Druga sprawa, że teraz, po śmierci pani Bogusi, chciał nacieszyć się wolnością, ponieważ ostatnie cztery lata to ciągła opieka, łącznie ze zmienianiem pieluch przez kilka tygodni. Siedział skulony w fotelu, pił wódkę z gwinta, a telewizor szczekał poza świadomością. Czuł, że go za bardzo poniosło. Pierwszy raz w życiu zachował się w taki sposób. Czy to oznacza, że jest złym człowiekiem?… Zdecydowanie gryzło go sumienie. Jak nigdy dotąd. Gdy kończył flaszkę, rozpłakał się. I jeszcze bardziej skulił w kłębek. Zasnął wkrótce na siedząco.

Kilka godzin później obudził go szczęk rozbitego szkła. Po dłuższej chwili, będąc wciąż pijany, zwlókł się z fotela, wsunął stopy w kapcie i zataczając się, powolutku poszedł sprawdzić, co się dzieje. W kuchni, na środku podłogi leżały odłamki szkła. Spojrzał na szafkę powyżej. To jego ulubiona waza, którą dostał od pani Bogusi. Na progu kuchni stał na ugiętych łapach Puszek i skomlał. Jedyny raz słyszał u niego takie skomlenie, gdy umierała pani Bogusia. Pewnie Stefan zrzucił tę wazę, szukając jedzenia, bo przez to zapicie Mariusz całkowicie o nim zapomniał. Już chciał sięgnąć po szczotkę i szufelkę, gdy zobaczył na blacie zrobiony solą napis:

PRZESADZIŁEŚ!

Nogi się pod nim ugięły. Natychmiast się rozejrzał. Ale nikogo nie było. Wyskoczył z kuchni i sprawdził inne pomieszczenia. Pusto.

„Co się, kurwa, dzieje? – pomyślał.”

Poczuł, że mu się kręci w głowie. Doznał jakiegoś pomieszania zmysłów. Miał wrażenie, że zaraz zwariuje. Wrócił do kuchni, chwycił z lodówki sześciopak piwa i za chwilę zapadł się w fotelu. Spojrzał na mały zegarek stojący na półce z książkami i go zamurowało. Wskazówki drgały, ale nie przeskakiwały do przodu, stały w miejscu. Pewnie baterie były na wyczerpaniu. Od razu przez głowę przebiegło mu setki myśli. Odstawił piwo i poszedł jeszcze raz zerknąć na ciąg liter. Czyżby to pani Bogusia zza grobu zwracała mu uwagę? Ale nie, raczej nie ona, bo pisała okrągłe drukowane „A”, a tu było szpiczaste. Więc kto? Rozejrzał się, czy nadal nikogo nie ma w mieszkaniu. W kuchni zegar ścienny również przestał chodzić. Zacisnął pięści, jakby sprawdzając, czy nadal jego percepcja jest prawidłowa. I nagle go olśniło. Przecież Ewa ma klucze i to mogła być ona. Ale czy odważyłaby się jeszcze tu przyjść? Albo czy w ogóle pozwoliłby jej na to honor? Wrócił na fotel i duszkiem wypił jedno piwo, potem błyskawicznie drugie. Podczas trzeciego poczuł, że zasypia.

Chwilę później ponownie obudził go hałas. Ale zanim doszedł do siebie, minęła dłuższa chwila. Gdy wstawał, usłyszał coś jakby przekręcanie zamku w drzwiach. Tym razem, z każdym krokiem przyspieszając, w samych skarpetkach ruszył do przedpokoju. Nikogo tam nie było. Ale na progu łazienki stał na ugiętych łapach Puszek i ponownie skomlał. Mariusz błyskawicznie spojrzał do łazienki. W wannie leżała zrzucona szafka, a obok porozbijane buteleczki z perfumami i kosmetykami. Wstrzymał z nerwów oddech, podskoczyło mu ciśnienie, ale równocześnie poczuł smród kału. Spojrzał na podłogę. Był tam zrobiony gównem napis:

NIE DAM CI SPOKOJU!

Błyskawicznie zatrzasnął drzwi, zabrał ze sobą Puszka i ponownie zasiadł na fotelu. Kto się z nim tak zabawia? To na pewno pani Bogusia. Bo przecież prosiła go, aby nadal był tym samym człowiekiem, by dbał o Ewę i nie myślał o tych pieniądzach. Ale czy ona zniszczyłaby swoją wazę? Poza tym szafka była ciężka i ktoś w jej wieku nie dałby rady. Ewa też nie dałaby rady. Jeszcze ten napis kałem… Kogoś musiał naprawdę wkurzyć.

Po chwili zwlókł się z fotela, chwiejnie założył kurtkę i buty, zapiął Puszkowi smycz i chwycił za klamkę, aby wyjść na spacer. I nagle dostrzegł, że górny zamek został zamieniony na Gerdę. Złapał za pokrętło, ale było zablokowane. Przypomniał sobie, że jeśli zamknie się go na dwa spusty od zewnątrz, nie da się otworzyć od środka. No to go ktoś urządził… Był uwięziony. Na dobre. Puszek przytulił się do jego nogi i kolejny raz przeraźliwie skomlał. Mariusz osunął się na podłogę i zapłakał. Po raz kolejny czuł wyrzuty sumienia z powodu Ewy. Jeszcze na dodatek ktoś starał się strachem wymusić na nim te wyrzuty sumienia. Chyba mu się udało. Po chwili z małego pokoju wyszedł Stefan i miaucząc, ocierał się o nogi. Mariusz przytulił oba zwierzaki i jeszcze bardziej zapłakał. Wkrótce przeszedł na fotel i dopił resztę piwa. Ponownie poczuł, że traci przytomność.

Obudziło go trzaśnięcie drzwi. Zerwał się błyskawicznie i pobiegł sprawdzić. Cała podłoga przedpokoju zawalona była ubraniami wyciągniętymi z szafy, a każde porwane, pocięte, postrzępione. Na dodatek front szafy, lustrzane drzwi pokrywał wielki pająk potłuczenia. Na drzwiach wejściowych zaś widniał wykonany szminką napis:

PO TOBIE!

To całkowicie go obudziło. W pokoju wyciągnął paczkę papierosów, którą trzymał na czarną godzinę, i poszedł na balkon zapalić. Wypalił jednego i pod koniec drugiego do jego uszu dobiegł przeraźliwy wrzask kota. Zdusił papierosa i wbiegł do domu. Na środku małego pokoju leżał Stefan z poderżniętym gardłem. Jeszcze się szamotał, jeszcze próbował wstać, jeszcze w oczach widać było życie. Ale wkrótce znieruchomiał. Na zawsze. A wokół czerwieniła się kałuża krwi. Mariusz pobiegł do łazienki zwymiotować, po drodze wdeptując w gówniany napis. Kręciło mu się całkowicie w głowie i to nie z powodu alkoholu, którego przecież wypił ogrom, ale z emocji. Rzygał dłuższą chwilę. Potem zawisł nad sedesem, zrobiło mu się słabo, już zaczął tracić świadomość, gdy usłyszał skowyt Puszka.

Zerwał się i wybiegł z łazienki. Na środku przedpokoju Puszek leżał martwy z wbitym w klatkę piersiową nożem. A z klosza przy suficie, dyndając, zwisał sznurek, na końcu którego przywiązany był pentagram. Mariusz po raz kolejny osunął się na podłogę, skulił w kłębek i zaczął wyć wniebogłosy. Ton jego głosu przypominał ryk niedźwiedzia. Dotarło do niego, kto stoi za tym wszystkim. To niedoszła teściowa. Ewa mówiła, że mamusia mu da! Bo przecież ta kiedyś była sportsmenką, więc miała dość siły na to wszystko. A charakteru też jej nie brakowało. Ewa dała jej klucze i teściowa w zemście niszczy całe jego życie. Płakał, bardzo. Nie, nawet to już nie był płacz, co niespotykany szloch bezsilności i wściekłości zarazem. Czuł w gardle, jakby połknął papier ścierny. Zacisnął powieki i zdał sobie sprawę, że teraz już cholernie mocno żałuje tego, jak potraktował Ewę. Cała jego chęć życia bez zobowiązań stłumiona została przez wyrzuty sumienia. Teraz pragnął tego dziecka. Pragnął też Ewy.

Już powoli zaczął się uspokajać, gdy poczuł coś dziwnego na lewej dłoni. Jakby coś szorstkiego po niej przejeżdżało. Coś szorstkiego, mokrego i ciepłego. Z jednej strony bał się otworzyć oczy, ale lęk w końcu zadziałał odwrotnie i zmusił go do tego. Spojrzał.

Siedział nadal w fotelu, obok stało niedokończone piwo, a po dłoni lizał go Puszek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s