Kiełbasa

Kiełbasa

Co jest prawdziwym życiem?

Uprzejmości, kurtuazja i rytm czy walka, aby przetrwać?

Zombie, City, Apokalipsa, Horror, Zombies

Położyłem się spać. Oto co mi się przyśniło.

Wstaję z łóżka i chcę coś zjeść. Otwieram lodówkę. Leży w niej kilka pomidorów na środkowej półce, a na samej górze mięso, które kupiłem poprzedniego dnia. Wieprzowe. Owinięte w biały papier. Wycieka z niego woda zmieszana z krwią. Na samym dole spostrzegam oblaną tym płynem kiełbasę. Kiedy po nią sięgam, ta zamienia się w szczypce homara, które chcą złapać mnie za rękę. Próbuję tego jeszcze kilka razy i ciągle to samo. Rezygnuję z jedzenia i kładę się spać.

Wstałem rano. Na dworze wiał silny wiatr. Pamiętając sen, podszedłem do lodówki, urwałem kawałek kiełbasy, wziąłem pomidora i zjadłem. Poszedłem do pracy.
– Dzień dobry Panie Szetan.
– Dzień dobry Pani X.
– Jak się Pan miewa?
– Dziękuję, doskonale, a co u Pani?
– Też wszystko w porządku, dziękuję.
– Cieszę, się i życzę miłej pracy.
– Nawzajem.
Podpisałem listę w sekretariacie i udałem się do pokoju. Tam, zmagając się z codziennymi obowiązkami, doczekałem godziny siedemnastej, która, jeśli muszę wyjaśniać, jest początkiem wolnego.
Wróciłem do domu, obejrzałem transmisję z meczu piłki nożnej zupełnie nieznanych drużyn. Wyszedłem do knajpy na spotkanie ze znajomymi, wróciłem i dzień się skończył. Usnąłem.
Siedzę przed blokiem, na schodach, kiedy przechodzi mocno pijany młodzieniec. Siada na piaskownicy i myli przechodniów z pewną męską częścią ciała albo przyrównuje czyjąś matkę do kobiety lekkich obyczajów. Kilka chwil później podchodzi do niego bezpański pies. Nieświadomy obecności świata młody człowiek zaczyna go przytulać, a po chwili płakać. Trwa to parę minut, aż chwyta czteronożnego przyjaciela za łeb i z rozpędem wbija zęby w jego szyję. Szamotanina, moment i koniec. Ot kilkanaście sekund. Kundel pada, a dzielny wojownik wstaje, ociera się z krwi i odchodzi.

Obudziłem się. Na zewnątrz siąpił deszcz. Podszedłem do lodówki, urwałem kawałek kiełbasy, wziąłem pomidora i zjadłem. Poszedłem do pracy.
– Dzień dobry Panie Szetan.
– Witam Panią, Pani X.
– Jak dzień?
– Doskonale, dziękuję, a u Pani?
– Także nie najgorzej.
Podpisałem listę i rozpocząłem robotę. Załatwiłem kilka bardzo ważnych spraw, które wbrew oczekiwaniom nie były trudne. Spojrzałem na zegarek. Była szesnasta pięćdziesiąt. Byłem u stóp wolności. Potem usłyszałem z radia pięć krótkich dźwięków, a następnie ktoś podał czas. Wyszedłem.
W domu znalazłem się błyskawicznie. Zjadłem obiad i powędrowałem na wystawę. Wróciłem około dwudziestej pierwszej. Obejrzałem film. Silny mężczyzna, bił złych ludzi. Fakt, robili źle, więc im się należało. Film dobrze się skończył, bo ten muskularny, uratował kobietę i wkrótce potem się pobrali. Wskoczyłem do łóżka. Zasnąłem.
Piękna kobieta. Fajna! A jakie nogi!… Idę z nią do jej domu. Cóż za ciało!… Nie ma co! Dwie godziny i jeszcze nie mam dość! Po wszystkim ona wstaje, prosi o pięćdziesiąt dolarów, a następnie, kiedy już je otrzymuje, otwiera torebkę, wyjmuje rewolwer i mówi:
– Obiecałam sobie, że to będzie ostatni raz!
Przykłada sobie do skroni i naciska spust.

Wstałem z łóżka około siódmej rano. Za oknem było szaro i mgliście. Podszedłem do lodówki, urwałem kawałek kiełbasy, wziąłem pomidora i zjadłem. Pojechałem do pracy.
– Dzień dobry Panie Szetan.
– Moje uszanowanie.
– Jak minęła noc?
– Bardzo dobrze, a czy Pani też wypoczęła?
– Oczywiście.
Podpisałem listę i za chwilę byłem za biurkiem. Kilka telefonów, parę e-maili, dwa krótkie spotkania z klientami i rozmowa z prezesem. Zasiedziałem się i kolega zwrócił uwagę, że już po piątej. Wyszedłem.
W telewizorze kreskówki. Super! Najbardziej mi się podobało, jak ten królik poleciał na księżyc. Śmiałem się jak dziecko. Potem czytałem książkę, w której byli dobry i zły człowiek. Zły był zły, a dobry – dobry. Zły robił źle, a dobry – dobrze. Zły miał czarne kręcone włosy, a dobry był siwy. Dobry nie mógł sobie poradzić ze złym, bo ten drugi odnajdywał przyjemność w prześladowaniu pierwszego. Pod koniec, prześladowca wpadł we własne sidła i trafił za kratki. Siwy wyjechał nad morze, aby odpocząć i tam zakochał się w najpiękniejszej na świecie babce. Dokończyłem czytać i poszedłem spać.
Znajduję zegarek. Bardzo ładny. Chyba jest to Omega. Zakładam na rękę. Potem idę po drewnianych balach, przełożonych nad wykopem, tworzących kładkę. Chwieję się. Lewą ręką pocieram o biodro, a zegarek odpina się i spada w piach poniżej. Ostrożnie schodzę, aby go odszukać. Jest! Ale dziwne… Oprócz niego znajduję jeszcze przynajmniej ze dwadzieścia innych cykaczy. Jedne stare, z poobdzieranymi kopertami, inne nowiutkie. Zabieram wszystkie. Kiedy wracam do domu i kładę się, one zaczynają mnie denerwować. Nic dziwnego! Noc, cisza, a one terkoczą! Kto je wymyślił?! Postanawiam je wszystkie schować głęboko do szuflady. Taki swoisty knebel. Uf… Wreszcie mogę zasnąć. Budzę się rano i co? Otwieram szufladę, a tu zamiast zegarków są rachunki ze sklepów spożywczych. No tak. Nigdy ich nie wyrzucam, aby w ten sposób kontrolować swoje wydatki. Nic szczególnego. Jeden z nich jest za chleb, jajka, sok pomidorowy i masło. Inny za pięć piw i kiełbasę. Trochę dziwi mnie ta metamorfoza. A gdzie zegarki?

Obudziłem się. Nie patrząc za okno, podszedłem do lodówki i ku mojemu zdziwieniu zabrakło kiełbasy. To już koniec…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s